W symbiozie z naturą Tradycja i kultura Cisza i spokój Edukacja, sport i zdrowie

Po brzeskim zepłociu (16) Wielki pożar we wsi

Naros spomniało mi się, ło czym kiejsikej rosprowiała mi moja babka Jadwiga (1923-2009). A rzecz tyczyła wielkigo łognia, kiery wyszeł łod „Błałutów” – tak dawniej zwano gospodarstwo łu Balcarków, na kiere wżynił sie Augustyn Godziek z Doliny (1889-1979), a potem, już po wojnie, Jan Lazar (1916-2003) z Wisły Wielkiej. I skuli czego wygorała prawie połowa Brzesców...

Pożar wyszedł więc z rodzinnych zabudowań, gdzieś pośrodku wsi, przy obecnej ul. Pokoju (tam kaj teroski Waleczki gospodarzom). Podejrzewałem, że rzecz działa się pod koniec XIX stulecia, w latach 80-tych. Moja babka, Jadwiga Lazar z domu Godziek przekazała mi historię, którą usłyszała w dzieciństwie od swojego dziadka Jakuba Balcarka (rocznik 1848), którym się opiekowała, a który „bez wojna”, ta drugo, łumar. I od niego to zasłyszała historię o strasznym pożarze, który rozpoczął się u nich i strawił niemal całą wieś. Odnotowałem to w książce „Dom trzech pokoleń” wydanej w 2010 roku, niespełna rok po śmierci mojej babki. I to bez jakieś większej nadziei, że uda się coś więcej powiedzieć o tej tragedii – bo jak inaczej to nazwać – która nawiedziło całą miejscowość, dotknęła mocno brzeską społeczność, jej rodziny. Niestety, nie zachowała się żadna kronika z tego czasu – ani szkolna, ani parafialna (to ciekawe, bo podobno takowa istniała)

i żaden z bezpośrednich świadków tego apokaliptycznego pożaru nie zanotował, nie przekazał potomnym własnej relacji, odczuć, czy wrażeń [nie wspomina o tym nawet Paweł Godziek w swym dziele pt. „Stary Dąb”]. Szkoda, wielka szkoda, bo właśnie takie świadectwa są dla następnych generacji najcenniejsze. Lecz życie zaskakuje. Kiedy właściwie odłożyłem już wszystkie brzeskie sprawy na bok [te historyczne] – wszak nie mieszkam tu już dwie dekady – naraz wpada mi w ręce taka oto relacja pisana ręką wójta Jana Godźka, a zamieszczona w czasopiśmie „Katolik” z 1885 roku:

Brzesce pod Pszczyną, 23 kwietnia. Wielkie nieszczęście nawiedziło zawczoraj naszą ubogą wioskę. Ogromny pożar do szczętu spustoszył 15 budynków mieszkalnych z budynkami gospodarczemi, a tylko trzech właścicieli jest w ogniówce [rodzaj ubezpieczenia od pożaru] zapisanych. 42 rodzin jest bez schronienia [!], ci ledwo życie swe uratowali; niektóre bydło się popaliło, drugie zaś się poparzyło, i ludzie się oparzyli [pewno próbując ratować dobytek – gs]. Nieszczęściem dotknięci nie mają dostatecznego odzienia, nie mają co, czem i z czego jeść, nie wiedzieć, gdzie ich podziać, wszędzie płacz i krzyk. Straszna ta nędza. Kochani Czytelnicy Katolika, zwłaszcza Wy tam przy hutach w Bytomskim, jak tu mówią, nie opuszczajcie nas! Wiemy, że nie macie skarbów ziemskich, ale macie serce czułe dla braci i sióstr pomocy potrzebujących, macie tam jakiekolwiek zarobki; tu zaś nie mamy żadnych zarobków i bardzo biednie tu żyć musimy, a teraz do tego jeszcze to nieszczęście! Udzielcież nam jakiej zapomogi, abyśmy się mogli jakokolwiek wydobyć z naszego nieszczęścia. Pan Bóg sprawiedliwy i miłosierny nagrodzi Wam owe łzy, które otrzecie z oczu płaczących! Jałmużnę prosimy przesłać do jednego z niżej podpisanych.

 

Ks. Waindczoch, Jan Godziek wójt.”

 

Przypomnijmy, zdarzenie to odnotowane zostało w nr 33 „Katolika” z 1885 roku, ukazującego się na terenie Królewskiej Huty (gdzie mieściła się redakcja) i całego Górnego Śląska, we wtorek 28 kwietnia. List brzeźczan miał datę 23 kwietnia (czwartek), pożar miał miejsce dwa dni wcześniej („zawczoraj” to inaczej „przedwczoraj”), 21 kwietnia (we wtorek)...

 

Podane w tym liście liczby porażają. 15 spalonych budynków, 42 rodziny bez dachu nad głową… Niewykluczone, że kataklizm był nagły – i że nadszedł chyba nocną porą... Chyba tylko cudem kościół ostał – był wtedy drewniany. I chyba jak przez sen, wydaje mi się, że babka mówiła, że wiało w dobrą stronę, bo gdyby pożar poszedł na kościół, ten byłby się niechybnie spalił. Tak mi się wydaje. Jak przez mgłę…

 

Suchejcie starzyków! Prowda prawiom…

 

Grzegorz Sztoler

A o poczytnym na Śląsku „Katoliku” i jego redaktorze Karolu Miarce Ojcu można przeczytać więcej pod tym linkami

 

https://silesia.edu.pl/index.php/Katolik_-_czasopismo

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Katolik_(czasopismo)

 

Zdjęcia znajdują się poniżej:

Winieta "Katolika" z 28 kwietnia 1885 roku oraz wzmianka o brzeskim pożarze, jaka się w nim ukazała

 

O Autorze cyklu "Po brzeskim zepłociu":

Grzegorz Sztoler -

Urodzony w 1973 roku w Pszczynie. Doktor nauk humanistycznych (2009), historyk archiwista. Zajmuje się historią Górnego Śląska, zwłaszcza ziemi pszczyńskiej. Zawodowo związany z „Dziennikiem Zachodnim” jako archiwista, poza tym jest niezależnym publicystą, autorem, współautorem i redaktorem książek o tematyce regionalnej, poświęconych z reguły historii małych ojczyzn (współpracuje z historykami amatorami). Regularnie publikuje w miesięczniku „Śląsk” oraz „Dzienniku Zachodnim” (w latach 2012-2014 cykl felietonów Spacerkiem po ziemi pszczyńskiej).

Uprawia następujące gatunki: reportaż, felieton, esej. W przypadku prac naukowych posługuje się kanonem naukowym z chęcią łamania go w kierunku publicystyki historycznej. Najczęściej podejmowana tematyka w utworach literackich (od felietonu po reportaż): wszystko, co na Górnym Śląsku odnaleźć można w relacjach: człowiek, lokalność, jego świat, problemy, swojskość-tutejszość.

W 2003 roku otrzymał stypendium Ministra Kultury RP na realizację własnego programu z zakresu upowszechniania dóbr kultury obejmujący m.in. wyjazd badawczy do Nowego Jorku, a także publikację zbioru reportaży pt. Ścieżki Śląskie (2004). Pozycja została zdigitalizowana w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej. W latach 2010-2014 wyróżnienia w konkursach na jednoaktówkę po śląsku, konkurs Imago Public Relations i „Gazety Wyborczej”. Należy do Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego. - źródło: http://www.slaskgtl.pl/sylwetka/274

Copyrights by brzezce.info © 2016. stat4u